TEST: Hyundai Ioniq Hybrid – od teraz z pazurem

Hyundai Ioniq Hybrid przeszedł facelifting, który naprawił prawie wszystkie jego mankamenty.

Hyundai Ioniq przyszedł na świat w 2016 roku podczas trwania targów motoryzacyjnych w Genewie. Pierwotnie auto dostępne było w dwóch odmianach, hybrydowej oraz całkowicie elektrycznej, a po roku do oferty dołączyła również wersja Plug-in. W 2019 roku Hyundai zdecydował się na facelifting auta.

Ioniqiem w hybrydowej wersji bez wtyczki miałem okazję pojeździć prawie dwa lata temu. Jako całość samochód mocno mi się spodobał, jednak posiadał kilka drażniących cech. Miałem nadzieję, że w przyszłości wszystkie negatywne elementy zostaną usunięte. Szczęśliwie koreańskie bóstwa wysłuchały moich modlitw i podczas snu zesłały azjatyckim inżynierom wizję faceliftingu. Naprawdę dobrego faceliftingu.

Przed odświeżeniem auto jak na hybrydowy kompakt z średniej półki prezentowało się całkiem nieźle, głównie dzięki ciekawie narysowanej bryle i nowoczesnemu nadwoziu. Te nie zostały w żaden sposób ruszone, ale futurystyczny wygląd został teraz dodatkowo podbity dzięki nowym reflektorom.

Poprzednie wersje świateł wydawały się być wyrwane z całości pojazdu, jakby designerom brakowało na nie pomysłu, przez co przekopiowali projekt lamp z niewykorzystanego konceptu. Nowe zdecydowanie lepiej wtapiają się w całość nadwozia i przy okazji mają więcej charakteru. Chociaż może się wydawać, że to błahostka, to ta niewielka zmiana powoduje, że Ioniq prezentuje się teraz o przynajmniej dwa punkty lepiej. O, i jest również nowy grill, z ładniejszym wzorem niż poprzednio.

Wraz z faceliftingiem do oferty samochodu wmaszerowały trzy nowe kolory lakieru – Fluidic Metal, Electric Shadow oraz Liquid Sand. Egzemplarz za kierownicą, którego miałem przyjemność usiąść został pomalowany w “Intensyny niebieski” i muszę nadmienić, że w moim odczuciu naprawdę dobrze leży on na maszynie.

W poprzednim wydaniu Ioniqa przeszkadzała mi różnica pomiędzy wyglądem zewnętrznym, a wewnętrznym pojazdu. Z zewnątrz mieliśmy Wiedźmina w 4K, a w środku Wiedźmina w wydaniu na konsolę Switch. Kokpit rzeczywiście prezentował się nieźle, jednak panował w nim przesyt fizycznych przycisków i pokręteł, co zabijało ducha modernistycznego wyglądu nadwozia. Gdyby do środka wsiadała osoba z problemami ze wzrokiem, pewnie nie mogłaby odróżnić czy siedzi w samolocie czy samochodzie.

Trzy oddzielne panele – strefa klimatyzacji, przyciski do obsługi komputera pokładowego oraz dotykowy ekran zostały teraz połączone w jeden, duży panel. Wyświetlacz został powiększony do rozmiaru 10,25 cala, a wszystkie wystające guziki zastąpione zostały dotykowymi płytkami. Spowodowało to nie tylko unowocześnienie kokpitu, ale również uproszczenie jego obsługi i poprawę wizualną wnętrza.

Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że panel wykonany został z solidnych materiałów, więc nie wygląda, nawet przy odstającym monitorze, jakby doklejony został taśmą. Lepsza jakość wykonania zawitała ogólnie na całej desce rozdzielczej. Spłaszczona u dołu kierownica nie przeszła rewolucji, zmieniły się za to zegary za nią. Te są teraz całkowicie cyfrowe. Nie zmieniło to wiele z ich funkcyjności, jednak są teraz zdecydowanie ciekawsze i bardziej estetyczne.

Na pokładzie odświeżonego Ioniqa zainstalowana została nowa wersja systemu inforozrywki. Jego obsługa została uproszczona i jest teraz bardziej intuicyjna, niestety dalej nie mogę powiedzieć, że komputer pokładowy łatwo się obsługuje. Z pewnością pod względem graficznym wygląda lepiej od swojego poprzednika, jednak jest to również zasługa lepszego jakościowo i większego wyświetlacza.

W tunelu środkowy nie uległ zmienom. Wciąż jest praktyczny i posiada uchwyt na kubek, miejsce na drobne, a skrzynia biegów została obudowana przyciskami funkcyjnymi. Mamy również podłokietnik, a pod nim duży schowek w którym pionowo mieści się nawet iPad. Nie zabrakło miejsce na telefon z funkcją ładowania indukcyjnego, a jeśli nasz telefon nie obsługuje tej technologii, również gniazdo USB oraz 12V.

Fotele zarówno podczas krótkich jak i długich tras zapewniają komfortowe warunki podróżowania. Dużym plusem jest możliwość ustawiania ich w wielu płaszczyznach i zapisywania naszych preferencji. Niestety dotyczy to tylko fotela kierowcy, który jako jedyny posiada elektroniczną regulację.

Poskarżyć się trzeba niestety na małą ilość miejsca w środku, którą odczujemy zarówno na przednich jak i tylnych siedzeniach. Problem ten doskwierał mi już w poprzedniej wersji auta i nie został on w żaden sposób poprawiony, trudno jednak wymagać aby zwykły facelifting magicznie naprawił ten kłopot.

Z przedliftingowej wersji pojazdu najgorzej zapamiętałem bagażnik. Wykonany on był z tandetnych i źle złożonych elementów. Podłoga nie pasowała do reszty bagażnika, a w środku kufra umieszczony został akumulator, którego osłona łatwo się odczepiała i latała w czasie jazdy. Jednym słowem – masakra. W odświeżonym Ioniqu wszystkie te bolączki zostały poprawione, Koreańczycy kupili lepszej jakości materiały, a akumulator został wyjęty z bagażnika,

Sam bagażnik w sobie jest dosyć spory. Jego pojemność wynosi 443 litry, a po złożeniu oparć tylnych oparć wzrasta do 1505 litrów. Korzystanie z niego nie należy do najwygodniejszych z uwagi na jego głębokość oraz dość wysoki próg załadunkowy. Na plus jest siatka na bagaże, a pod podłogą znajdziemy specjalne pojemniki na drobiazgi.

Nie jest zaskoczeniem, że prowadzenie Hyundaia Ioniq nie zmieniło się w żaden sposób. Dalej jest przyjemne i samochód sprawia dużo frajdy. Chociaż 1,6-litrowy silnik spalinowy oraz jednostka elektryczna generują razem tylko 141 KM oraz 265 Nm, to nie przeszkadza to w codziennej jeździe po mieście jak i dłuższych trasach. W obu środowiskach auto radzi sobie naprawde dobrze. Jest to skutek dobrej współpracy pomiędzy oboma silnikami oraz 6-stopniową, automatyczną skrzynią biegów DTC.

Przy starcie zawsze pracuje jedynie silnik elektryczny, a jednostka spalinowa załącza się dopiero po dłuższym czasie. Podczas poruszania się w zatłoczonym mieście wśród korków i dużej ilości sygnalizacji świetlnych pozwala to na zaoszczędzenie dużej ilości paliwa. Według danych sprint do “setki” pojazdu trwa aż 10,8 sekundy, to do samej wartości 50-60 km/h samochód przyspiesza on w mgnieniu oka.

Oprócz startu, silnik elektryczny wykorzystywany jest również do stałej jazdy przy niższych prędkościach oraz do wspomagania spalinowej jednostki przy pokonywaniu wzniesień. Jest to dobre i racjonalne wykorzystanie właściwości elektryka, co skutkuje gładkimi odczuciami z jazdy oraz niskim zużyciem paliwa.

Jednostka spalinowa posiada wysoki poziom kultury pracy, nie jest przesadnie głośna. Auto wykorzystuje ją przy poruszaniu się przy wyższych prędkościach i naturalnie w momentach kiedy potrzebujemy większej ilości mocy. Oznacza to głównie drogi szybkiego ruchu oraz momenty wyprzedzania i jazdy pod górę.

Spalanie podczas poruszania się w mieście podczas naszego testu wyniosło 5,5 l/100 km. W trasie podskoczyło do 5,9 l/100 km, a na autostradzie do 6,1 l/100 km. Jak można się było spodziewać przy pojeździe hybrydowym – jest to naprawdę zadowalający wynik.

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej, ważnej zmianie. Odświeżony Ioniq w lepszy sposób wykorzystuje siłę hamowania i obrotu kół do rekuperacji energii elektrycznej. W poprzedniej wersji hamulce wyraźnie wyhamowywały pojazd gdy puściliśmy pedał gazu, co dla mnie było irytujące. Teraz pozwalają one swobodnie płynąć maszynie, bez wyczuwalnego oporu, a przy okazji przez dłuższy czas odzyskują energię.

Przedliftingowego Hyundai Ioniq uznałem całościowo za udany projekt, chociaż nie był idealny i posiadał swoiste mankamenty. Pracownicy koreańskiej marki wzięli jednak moje narzekania sobie do serca i przy okazji faceliftingu usunęli większość drażniących cech auta.

Są nowe, bardziej dopasowane i ładniejsze lampy. Do wnętrza oraz bagażnika zawitały lepszej jakości materiały, a przesadzona ilość przycisków w kokpicie zamieniona została na estetyczny panel dotykowy. Zniknął niepraktyczny pedał hamulca ręcznego i zastąpiony został elektrycznym przyciskiem. Poprawiony został również system info-rozrywki, który jest teraz nieco bardziej intuicyjny .

Swoje stare notatki dotyczące maszyny, zakończyłem słowami, że największym problemem Hyundaia Ioniq jest to, że nie ma on charakteru. Jest dobrym, ale miałkim autem. Po dwóch latach od tamtego momentu mogę szczęśliwie powiedzieć, że auto zyskało swoisty pazur i bardziej wyrazistą tożsamość. To ważne, ponieważ Ioniq może teraz oficjalnie dołączyć do grona nowoczesnych, dobrych samochodów i przyjąć tytuł udanej, miejskiej hybrydy. Ser Ioniq powstań.

Tekst: Mateusz Zalewski

2019 Hyundai Ioniq Hybrid – zdjęcia z naszego testu

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

One thought on “TEST: Hyundai Ioniq Hybrid – od teraz z pazurem

  • 29 października 2019 at 16:48
    Permalink

    A gdzie tu ten pazur jak układ generuje tylko 141 KM? To już mój korando z silnikiem 2.2 i 178KM ma większy pazur, bez dodatkowego silnika elektrycznego

    Reply

Dodaj komentarz